środa, 30 listopada 2011

Soczysty filet z pomidorami

Drugie podejście do "kurczaka z kostką", ale tym razem postanowiłam podać go z sosem i to był dobry pomysł.


składniki:
  • 2 filety z kurczaka
  • 1 kostka bulionowa - rosół z kury Knorr
  • 3 łyżki oleju albo oliwy

  • 3 duże pomidory
  • 1/2 łyżeczki przyprawy 'suszone pomidory z czosnkiem i bazylią'
  • 2 szalotka
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 łyżka sosu sojowego 
  • 1 łyżeczka posiekanego koperku 
  • do smaku: cukier, pieprz mielony

sposób przygotowania:
Pomidory sparzyłam, obrałam ze skórki i pozbawiłam pestek a miąższ pokroiłam w kosteczkę.

Filety opłukałam i osuszyłam. Kostkę roztarłam z olejem na emulsję i posmarowałam nią mięso ze wszystkich stron, odstawiłam do lodówki na godzinę. Rozgrzałam dość mocno patelnię i smażyłam kurczaka po jakieś 4 minuty z każdej strony - oleju na patelnię już nie trzeba wlewać bo jest w marynacie.



Gdy kurczak był usmażony przełożyłam go na talerz i przykryłam miseczką żeby nie wystygł a na patelnię wrzuciłam posiekaną szalotkę z czosnkiem, chwilkę smażyłam po czym dodałam pomidory i przyprawę. Miseczkę od kurczaka opłukałam 2 łyżkami wody i wlałam do pomidorów. Dodałam też sos sojowy i smażyłam kilka chwil aż całość nieco odparowała. Doprawiłam pieprzem i odrobiną cukru, dosypałam koperek. Nie soliłam bo kostka z marynaty jest słona a poza tym dodawałam sos sojowy.

Sałatka chrupiąco i bez marudzenia

Najbardziej lubię przygotować sobie jakąś taką sałatkę w ciągu dnia, w okolicach lunchu. Zaspokaja głód, cieszy oczy i podniebienie, daje sporo przyjemności bo zwykle robię ją tylko dla siebie więc nikt nie marudzi, że sałata albo inne zielsko. Tak też było i tym razem.


składniki:

  • 6 liści ze środka główki kruchej sałaty
  • kilka plasterków marchewki
  • kilka plasterków cukinii ze skórką
  • kilka cienkich plasterków pora - biała część
  • 1/4 gruszki
  • 3 plasterki boczku wędzonego
  • 1 łyżeczka posiekanej drobno natki pietruszki
  • 3 łyżeczki sosu na bazie oliwy

sposób przygotowania: sałatę opłukałam i osuszyłam, liście były nieduże więc nie rwałam ich za bardzo. Plasterki cukinii i marchewki pokroiłam na paseczki, podobnie obraną gruszkę, wymieszałam je z posiekanym porem, natką i skropiłam sosem. Miałam gotowy, z oliwy, octu winnego, doprawiony lekko miodem i ziołami a zostało mi go troszkę w słoiczku od poprzedniej sałatki.

Warzywa wyłożyłam na sałatę. Boczek pokroiłam na mniejsze kawałki i wrzuciłam na mocno rozgrzaną patelnię, dosłownie z kropelką oleju - smażyłam aż wytopił się z niego tłuszcz i mocno się zrumienił. Zdjęłam na ręcznik papierowy i osączyłam z tłuszczu. Dodałam do sałatki i zjadłam sobie chrupiąc z przyjemnością.

wtorek, 29 listopada 2011

Dziś gęba szczęśliwa jak wesoły pomidor :-)

Wczoraj, gdy dziewczyny chwaliły się zaproszeniami na finał Pudliszkowej, mnie zżerała zazdrość bo moja skrzynka mailowa świeciła pustkami. Prawdą jest, że lubię się chwalić nawet małymi sukcesami, ale prawdą jest też to, że nie umiem przegrywać i boleśnie przeżywam porażki. A przecież  mam ich na koncie dużo więcej niż sukcesów bo nie zawsze się wygrywa a wręcz tylko czasami. I może te moje zwycięstwa nie są wielkie, ale dla mnie ważne bo dzięki nim łatwiej mi budować poczucie własnej wartości i wychodzić w różnych dołów, w które mam zwyczaj wpadać :)


Gdy dzisiaj zobaczyłam listę nagrodzonych to aż podskoczyłam z radości. Moja zupa i cały wpis o niej na blogu zyskały uznanie jury i zostały nagrodzone w kategorii "najlepsza pudliszkowa z bloga". Cieszę się jak nie wiem co i bardzo dziękuję chociaż przyznam, że bardzo chciałam wziąć udział w finale i powalczyć z innymi kucharami na chochelki. Cóż, nie można mieć wszystkiego, ale będę Wam kibicować i trzymać kciuki. Mam swoje typy, ale nic nie zdradzę - ciekawa jestem wyniku tego starcia.

A w ogóle to dużo się u mnie ostatnio dzieje. Kilka dni temu byłam na warsztatach kulinarnych u Knorra gdzie dostałam śliczną wazę.

Jutro spotkam się z różnymi fajnymi osobami na degustacji wina i serów w Winarium, dzięki zaproszeniu z Durszlaka.

W sobotę idę na warsztaty kulinarne do Makro i jestem bardzo podekscytowana bo z dziczyzną nie miałam w swoim życiu zbyt wiele do czynienia.





Na portalu dla Seromaniaków wygrałam też zaproszenie na warsztaty serowe, które odbędą się za kilka dni w restauracji Plater pod okiem Karola Okrasy.





 A z małych rzecz, które też bardzo cieszą, dostałam dzisiaj taki upominek - młynek i kilka produktów fundatora oraz próbki kosmetyków - przydadzą się na pewno.

Gorące bułeczki na śniadanie

Kupne bułeczki, typu kajzerki, są pyszne świeże. Następnego dnia już robią się gumowate i albo je suszę do pasztetu czy na tartą bułkę albo robię na gorąco. Żarłoczek takie uwielbia. Nie podaję konkretnych ilości składników na farsz bo ja wykorzystuję zwykle po prostu to co mam w lodówce czyli jakieś kawałeczki wędlin, resztki sera albo warzyw, czasami grzyby. 


składniki:

  • bułki kajzerki, najlepiej nie za świeże
  • jajka - tyle sztuk ile bułek
  • trochę wędliny - szynka, kiełbasa, boczek
  • cebula
  • pomidory obrane ze skórki
  • sos chili
  • kukurydza konserwowa
  • szczypior
  • ser żółty
  • oscypek
  • do smaku: sól, pieprz ziołowy, 'pomidory suszone z czosnkiem i bazylią'

sposób przygotowania:
z bułeczek ścięłam wierzch i wydrążyłam środki, ale ostrożnie żeby nie uszkodzić skórki. Wędlinę pokroiłam w kostkę, podsmażyłam na patelni - jeśli mamy boczek to już nie trzeba tłuszczu a do chudej można wlać 1 łyżeczkę oleju. Gdy wędlina się zrumieniła dorzuciłam posiekaną cebulkę i pomidory, wcześniej sparzone i obrane ze skórki, dolałam solidną łyżkę sosu chili. Smażyłam całość kilka minut aż pomidory się rozpadły i odparował nadmiar płynu. Doprawiłam do smaku, dodałam osączoną kukurydzę oraz trochę szczypiorku.


Do miseczek z bułek nałożyłam po czubatek łyżce farszu a na wierzch delikatnie wybiłam jajko. Ułożyłam je na blasze i wstawiłam do nagrzanego piekarnika. Piekłam ok. 20 min. w temp. 160 st. C - gdy białko w wierzchu się zetnie nacięłam jajko ostrzem noża żeby sprawdzić czy głębiej też jest ścięte. Sztuczka polega na tym aby zapiec bułeczki tak żeby białko się ścięło, ale żółtko pozostało płynne co wcale nie jest takie łatwe. 

Wierzch posypałam startym oscypkiem i serem żółtym, jeszcze chwilę zapiekałam aż ser się rozpuścił. Podałam gorące, chrupiące i pyszne.

poniedziałek, 28 listopada 2011

Kiszony barszcz czerwony - zakwas na barszcz

Barszcz kiszę nie tylko na Święta Bożego Narodzenia, ale wiele razy w roku bo lubimy go jako dodatek do krokietów czy pierogów. Ja lubię się go po prostu napić, takiego zimnego prosto z lodówki - jest niezwykle orzeźwiający i smaczny. Po zlaniu w butelki można go przechowywać przez kilka tygodni, być może więcej, ale na swoim nie miałam okazji dłuższego testowania bo zawsze wcześniej go zużywałam. A że barszcz właściwie robi się sam więc można nastawiać go często.

Jak zakisić barszcz ? Przeczytaj koniecznie !


Dynia w sosie satay

Mam zapas dyniek od kolegi, ale pomysły na ich wykorzystanie już mi się kończą bo tylko ja ją w domu lubię. Szczerze powiem, że z zupą muszę zrobić przerwę, ale może duszona będzie dobra? Spojrzałam na sos satay Blue Dragon z zestawu testowego, który niedawno dostałam i postanowiłam właśnie w nim podać dynię.


składniki:

  • kawałek dyni, jakieś 300 g po oczyszczeniu ze skóry i włókien
  • 1 szalotka
  • 1 ząbek czosnku
  • kilka listków kolendry
  • 1 łyżeczka oleju
  • 2 szczypty suszonego chili w płatkach
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 1/2 słoika sosu satay z orzeszkami ziemnymi Blue Dragon
  • garść orzeszków ziemnych, niesolonych

sposób przygotowania:
dynię pokroiłam na mniejsze kawałki, paseczki - można pociąć na słupki albo w kostkę, tak jak chcecie. Szalotkę i czosnek posiekałam. Rozgrzałam patelnię dodając olej, zeszkliłam cebulkę z czosnkiem i chili, dodałam dynię i smażyłam jakieś 2 minuty mieszając. Podlałam ją sosem sojowym i kilkoma łyżkami wody, i chwilkę poddusiłam, ale nie za długo żeby pozostała jędrna. Dodałam sos satay i posiekaną kolendrę.

Sos ze słoika jest bardzo gęsty więc ja troszeczkę go rozrzedziłam wodą, ale nie musicie tego robić. Podałam z ryżem posypując dodatkowo podprażonymi na suchej patelni orzeszkami bo bardzo lubię jak chrupią w daniu.

Sos mi smakował chociaż jak dla mnie jest odrobinę za słodki.

niedziela, 27 listopada 2011

Torcik królewny Fiony

Znacie ciasto Shrek? Na pewno bo krąży w sieci wiele przepisów na ten smakołyk z zieloną galaretką. Ja postanowiłam zrobić coś troszkę innego i myślę, że królewna Fiona nie powstydziłaby się takiego kolorowego szaleństwa. Wygląda, jak sądzę, całkiem ładnie a moi goście z Zasiedmiogórogrodzia stwierdzili, że smakuje wyśmienicie bo jest nie za słodki, lekko kwaskowy i orzeźwiający. 


składniki:
  • SPÓD: 30 - 40 szt. kakaowych herbatników typu Petit Buerre albo innych ciastek (warstwa spodu w tortownicy powina mieć ok. 1 cm)
  • 80 g masła

  • na galaretkę do pokrojenia - 1 szkl. soku owocowego przecierowego (Kubuś, Pysio) koloru zielonego
  • 1 galaretka o smaku kiwi

  • na masę - 500 ml śmietanki kremówki 30 %
  • 2 galaretki o smaku kiwi

  • na wierzch - 6 dużych owoców kiwi
  • 4 łyżki cukru
  • 1 galaretka o smaku kiwi

  • do dekoracji - kilka małych białych bezików

sposób przygotowania: SPÓD - herbatniki włożyłam  do foliowej torebki i rozgniotłam na proszek (można sobie pomóc wałkiem do ciasta). Masło roztopiłam, gorące wlałam do proszku ciastkowego, dokładnie wymieszałam i wyłożyłam na dno tortownicy (30 - 32  cm), ugniotłam dobrze ręką. Tortownicę wstawiłam do lodówki aby spód zastygł.

GALARETKA - galaretkę kiwi rozpuściłam w 3/4 szkl. gorącej wody, dodałam do soku, wylałam do niewysokiego naczynia i odstawiłam do całkowitego stężenia a następnie pokroiłam w kostkę.

MASA - śmietanka musi być dobrze schłodzona - 2 galaretki rozpuściłam razem w 2 szkl. gorącej wody, odstawiłam do przestudzenia. Śmietankę ubijałam przez chwilę a gdy już była prawie sztywna nie przerywając miksowania małym strumieniem wlewałam przestudzoną, lekko tężejącą, ale nie zastygłą, galaretkę. Przestałam ubijać gdy masy się połączyły. Dodałam kostki zielonej galaretki, szybko wymieszałam i wyłożyłam do tortownicy na przygotowany spód. Odstawiłam do stężenia.

WIERZCH - owoce kiwi umyłam, cieniutko obrałam i pokroiłam w m/w 3 mm plastry - polecam wykorzystać krajalnicę do jajek bo świetnie się sprawdza tnąc kiwi na równe plasterki. W rondelku zagotowałam 1/2 szkl. wody z cukrem i partiami obgotowywałam plasterki kiwi. To trwa chwilkę - wystarczy jak kiwi zmieni kolor - trzeba wyjmować delikatnie żeby nie uszkodzić plasterków. Owoce dobrze osączyłam.


Ktoś może się zastanawiać "po co obgotowywać kiwi? przecież ładniej będzie wyglądać zieloniutkie świeże!" - otóż może i ładniej, ale owoce kiwi, tak jak papaja i ananas świeży, zawierają papainę, enzym powodujący rozkład białka m.in. tego zawartego w żelatynie i jeżeli zalejemy świeże owoce kiwi galaretką na bazie żelatyny zwierzęcej to galaretka nam się nie zsiądzie ! Niektórzy próbują zalewać taką już tężejącą, ale nie polecam takich eksperymentów na torcie . . .

Pozostały syrop przecedziłam, dolałam do niego wody do objętości 1/2 l , zagotowałam i rozpuściłam w nim ostatnią galaretkę. Odstawiłam do wystudzenia. Na zastygniętym torciku ułożyłam plasterki kiwi, zalałam tężejącą galaretką, odstawiłam na kilka godzin aż całość dobrze stężała. Przed samym podaniem brzegi oprószyłam pokruszonymi bezikami.


Przepis dołączam do akcji "Tęcza smaków" do kategorii - ZIELONY

sobota, 26 listopada 2011

Wkurzający deser

Właściwie to deser wyszedł bardzo pyszny i świetnie smakował po obiedzie poprawiając nam nastrój w ten ponury, smętny dzień, ale najpierw strasznie mnie wkurzył.

Bo gdy ustawiłam go do zdjęcia nie chciał dać się sfotografować ładnie, wciąż coś było nie tak - a to światło, a to drżąca ręka a to nie ten kąt . . . po chyba kilkudziesięciu zdjęciach w 3 podejściach wymiękłam - co za uparta bestia. Niewiele brakowało a otworzyłabym okno o wyfrunąłby ucząc się latać. Na szczęście poszłam po rozum do głowy i po długich poszukiwaniach w zakamarku znalazłam niezłą myśl, że to tylko zdjęcia i jak nie wyjdą to świat się nie zawali. Wstawię to co jest jako takie a resztę możecie sobie wyobrazić gdy my będziemy delektować się pysznym kremem.



Krem budyniowo-krówkowy z procentami i orzechami

składniki:
  • 1/2 litra mleka
  • 2 lekko czubate łyżki mąki pszennej
  • 2 lekko czubate łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2 płaskie łyżki masła
  • 3 łyżki cukru
  • 1 łyżeczka esencji waniliowej
  • 30 g gorzkiej czekolady
  • 4 czubate łyżki gotowej masy krówkowej, czekoladowej
  • kilka łyżek likieru Baileys

  • 1/3 szkl. orzeszków ziemnych łuskanych
  • 13 szkl. orzechów włoskich łuskanych
  • 2 łyżki cukru
  • kilka łyżek mleka
  • 1 łyżka masła


sposób przygotowania:
połowę mleka zagotowałam, w drugiej rozmieszałam bardzo dokładnie obie mąki. Gdy mleko się zagotowało dodałam cukier i mieszając rózgą wlałam powoli zawiesinę z mąki, dodałam masło i połamaną czekoladę, gotowałam cały czas mieszając aż budyń zgęstniał i dalej jakieś 3 - 4 minuty. Po zdjęciu z ognia przelałam do miski i szczelnie przykryłam ją folią spożywczą, taką przeźroczystą. Odstawiłam do całkowitego ostudzenia - najlepiej ugotować go wieczorem i odstawić do rana.

Zimny budyń zmiksowałam aż nabrał nieco puszystości, stopniowo dodając masę krówkową. Dolałam esencję waniliową i likier - napisałam "kilka łyżek" ale szczerze mówiąc wlałam 3 duże chlusty. Krem przełożyłam do szklaneczek.

Na patelnię wsypałam cukier i rozpuściłam go mieszając i poczekałam aż lekko się skarmelizuje czyli zezłoci. Dodałam masło i trochę mleka, zagotowałam a po chwili dorzuciłam orzechy i smażyłam razem aż całkiem obtoczyły się w masie, która zgęstniała. Gorące orzechy przełożyłam na krem i odstawiłam deser do lodówki, do schłodzenia. Posypałam jeszcze wierzch złotymi perełkami cukrowymi.

Mówię Wam - coś pysznego i koniecznie taki sobie zróbcie.

Inwazja świetnych babek!

Tym razem wspólne pichcenie zaproponowałam Ola. Poddała pomysł na upieczenie babki ziemniaczanej. Ucieszyłam się bo chociaż lubię ziemniaki a taką babkę jadłam z przyjemnością wiele razy to z niewiadomych przyczyn nigdy sama jej nie piekłam - czy to nie dziwne? Dla mnie bardzo i z radością wzięłam się za przygotowywanie składników. Cały przepis leciutko zmieniłam dostosowując do własnych potrzeb, ale to przecież normalka, że przekręcam wszystko co się da :D Nie dodałam też do masy proponowanego w oryginalnym przepisie czosnku bo . . . po prostu o nim zapomniałam.

Do zabawy przyłączyły się jeszcze: Asiek, Kasia, Alda, Bożena, Basia,
i Kasia Prezydentowa i ich babki pojawiły się już albo pojawią się dzisiaj na blogach.

babka ziemniaczana, kugiel, kartoflak, baba ziemniaczana z białą kiełbasą, biała kiełbasa, zapiekanka ziemniaczana, kartofle, ziemniaki, sos grzybowy

składniki:
  • ok. 2 kg ziemniaków
  • 150 g wędzonego podgardla
  • 400 g wędzonego boczku
  • 3 duże cebule
  • 8 kawałków białej surowej kiełbasy, ok. 1 kg
  • 2 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka pieprzu ziołowego
  • 1 łyżeczka podlaskiej przyprawy do grzybów i innych dań
  • 1 czubata łyżka majeranku
  • 4 jajka
  • 4 łyżki mąki pszennej pełnoziarnistej

babka ziemniaczana, kugiel, kartoflak, baba ziemniaczana z białą kiełbasą, biała kiełbasa, zapiekanka ziemniaczana, kartofle, ziemniaki, sos grzybowy

sposób przygotowania:
naszykowałam formę - tortownicę śr.32 cm i dno wyłożyłam papierem do pieczenia przytrzymując go obręczą.


Ziemniaki obrałam i starłam na tarce o drobnych oczkach, tak jak na placki. Masę przekładałam w trakcie tarcia, porcjami, na sito żeby odciekł nadmiar wody z ziemniaków a taką osączoną przekładałam do miski. Gdy wszystkie ziemniaki już były starte i osączone zlałam delikatnie wodę, która z nich pozostała a skrobię z dna dodałam do masy ziemniaczanej.

Podgardle pokroiłam w drobną kostkę, zrumieniłam lekko na patelni. Dodałam pokrojony w nieco większą kostkę boczek i razem podsmażyłam. Dosypałam posiekane cebule i smażyłam aż się zeszkliły.

babka ziemniaczana, kugiel, kartoflak, baba ziemniaczana z białą kiełbasą, biała kiełbasa, zapiekanka ziemniaczana, kartofle, ziemniaki, sos grzybowy

Zawartość patelni dodałam do tartych ziemniaków, wbiłam jajka, dodałam przyprawy i mąkę, wymieszałam całość bardzo dokładnie. Połowę masy przełożyłam do tortownicy, koliście ułożyłam kawałki surowej kiełbasy tworząc 2 kręgi i przykryłam je resztą masy.

Formę wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 180 st. C i piekłam 2 godziny. Po upieczeniu zostawiłam w piekarniku na jakiś czas żeby babka odpoczęła i związała się -  taki zabieg sprawił, że była bardziej zwarta bo krojona od razu po upieczeniu może się rozlatywać.

Podałam z podsmażoną cebulą i sosem grzybowym. Wielka porcja wystarczy nam chyba na 3 dni :-))) a odsmażana jest równie pyszna a może nawet lepsza :-)

Dziękuję wszystkim za wspólną zabawę, jak zwykle było pysznie. 

babka ziemniaczana, kugiel, kartoflak, baba ziemniaczana z białą kiełbasą, biała kiełbasa, zapiekanka ziemniaczana, kartofle, ziemniaki, sos grzybowy

piątek, 25 listopada 2011

Meksyk na warsztacie

Właśnie wróciłam z warsztatów, na które zaprosił mnie Knorr. Razem z kilkunastoma blogerkami i blogerami przygotowywałam dania kuchni meksykańskiej. Trochę obawiałam się tematu bo ja to raczej zwyczajnie i po polsku, ale raz kozie wio.


Jak zwykle zastaliśmy stół pięknie przybrany akcentami związanymi z tematem spotkania i porą roku co urzeka mnie za każdym razem. Ktoś kto to przygotowuje ma bardzo fajne pomysły.

Szef Kuchni marki Knorr, Piotr Murawski, wprowadził nas ogólnie w temat kuchni meksykańskiej. Opowiedział nieco o historii i składnikach kulinariów tego regionu. A chwilę później przeszliśmy od słów do czynów.


Szef, razem ze swoimi pomocnikami, zagnietli ciasto na tortille, z którego oprócz niedużych placuszków smażyli także coś w rodzaju chipsów i miseczki do sałatki. A potem porozmawialiśmy jeszcze o rybach - jak je wybierać kupując w sklepie, na co zwracać uwagę żeby dostać jak najświeższą rybę i jak ją potem oczyścić i wyfiletować. Wszystko fajnie, ale brakowało mi tego żeby każdy uczestnik mógł te wszystkie czynności, zarówno przygotowywanie oraz smażenie placków a także obróbka ryby, mógł wykonać sam.


Po pokazie każdy powędrował na swoje stanowisko i przygotowywał losowo wybrany przepis. Były sałatki, dania na ciepło z rybą albo mięsem, zupy oraz desery. Wybór na prawdę duży i ciekawy chociaż jedna dania mniej a inne dużo bardziej pracochłonne.  Mnie dostała się pikantna zupa z soczewicy więc nie napracowałam się :-)


Gdy wszystkie dania były gotowe mogliśmy usiąść przy stole, degustować i oddać się pogaduchom na różne tematy. Było bardzo miło i wesoło, jak to na takich warsztatach zwykle bywa. Wychodząc wszyscy dostali jeszcze upominki od firmy - szklane wazy na stojakach z podgrzewaczem oraz produkty firmy. Dziękuję za zaproszenie, to było miłe popołudnie :)




Pikantna zupa z soczewicy

składniki:
  • 300 g zielonej soczewicy
  • 1,5 - 2 litry wywaru z z warzyw i wieprzowiny, najlepiej z dodatkiem wędzonki
  • 400 g wędzonego boczku
  • 2 nieduże cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 - 2  papryczki chili
  • 100 ml pikantnego ketchupu
  • 1 łyżka mielonych ziaren kolendry
  • 1 łyżka mielonego kminu rzymskiego
  • 2 łyżki oliwy
  • świeża kolendra
  • kwaśna śmietana '
  • do smaku: sól, pieprz mielony, papryka mielona


sposób przygotowania: soczewicę zalać zimną wodą i odstawić na 2 - 3 godziny. Boczek pokroić w kostkę. Cebulę, czosnek i papryczkę chili oczyścić, posiekać.

W garnku rozgrzać oliwę, wrzucić boczek, podsmażyć aż się zrumieni i wytopi. Dodać posiekane warzywa, smażyć razem 3 - 5 minut. Następnie dodać osączoną soczewicę, kumin, kolendrę i ketchup, zalać bulionem i gotować ok. 40 minut aż soczewica będzie zupełnie miękka. Wtedy zupę zmiksować na krem i doprawić do smaku. Rozlać do miseczek albo na talerze, przybrać kwaśną śmietaną i listkami świeżej kolendry. Pyszna, rozgrzewająca i pożywna zupa.

Sałatka na ponury dzień

Kiedy za oknem ciemno i paskudnie a jesień szarym kocem zasłania widoki mam ochotę na kolorowe dania żeby nacieszyć oczy barwami jakich próżno szukać w ogrodzie czy na łące. 

Poza tym sałatki są dobre zawsze i wszędzie :)


składniki
na 2 duże porcje:
  • kilka liści kruchej sałaty
  • 2 małe pomidory
  • 4 łyżki kukurydzy konserwowej
  • 2 garstki kiełków słonecznika
  • 10 cienkich plasterków szynki wędzonej polskiej
  • świeże listki koperku

  • sos - 4 łyżki oleju słonecznikowego
  • 1 łyżka octu winnego
  • 1 łyżka wody
  • 1 łyżeczka posiekanej zieleniny - u mnie koperek i szczypiorek
  • 1 łyżka bardzo drobno posiekanej czerwonej cebuli
  • do smaku: sól, cukier, pieprz mielony

sposób przygotowania:
składniki sosu, oprócz przypraw, umieściłam w małym pojemniku blendera i zmiksowałam a następnie doprawiłam do smaku odrobiną cukru, pieprzu i soli. Dosypałam posiekaną cebulę i odstawiłam.

Ta talerzach ułożyłam porcje porwanej sałaty. Dołożyłam pomidora pokrojonego w szesnastki, kiełki słonecznika, poprzekrawane na mniejsze kawałki plasterki szynki. Posypałam kukurydzą. Polałam sałatkę sosem i małymi listkami koperku a potem spałaszowaliśmy bo było pysznie.

Kurczak pomarańczowy

Tak marynowanego kurczaka przygotowuję czasami na grilla, tak też zrobiłam w tym roku wybierając się na Patriotyczne grzybobranie. Mięso jest delikatne, niezwykle aromatyczne i pachnące, po prostu pyszne. Któregoś dnia pomyślałam sobie, że przecież można by też zrobić podobnie na patelni, z sosem i oczywiście ryżem. A jak pomyślałam to tak też zrobiłam.


składniki:
  • 3 pojedyncze filety z piersi kurczaka

  • MARYNATA - sok z połowy dużej pomarańczy
  • skórka ścięta zesterem z połowy pomarańczy
  • 1 łyżeczka miodu
  • 2 łyżki oleju
  • 2 łyżki sosu chili
  • 2 łyżki sosu sojowego jasnego
  • 1 łyżeczka startego imbiru

  • SOS - 2 szalotki
  • 1/2 łyżeczki drobno posiekanego chili
  • sok z połowy pomarańczy
  • kilka/kilkanaście łyżek śmietanki słodkiej
  • sos sojowy jasny
  • 1,5 łyżeczki masła


sposób przygotowania: filety opłukałam i dobrze osączyłam. Ponieważ były dość duże to każdy przekroiłam w poprzek na pół i lekko rozbiłam dłonią. Składniki marynaty wymieszałam i obtoczyłam w niej mięso. Odstawiłam pod przykryciem do lodówki na całą noc.

Przed smażeniem osączyłam nieco kawałki kurczaka z marynaty. Kładłam je na dość mocno rozgrzaną patelnię i zrumieniłam z obu stron, przełożyłam na talerzyk i przykryłam folią żeby nie wystygły. A na patelnię dodałam 1 łyżeczkę masła, wrzuciłam posiekane szalotki i chili, podsmażyłam aż cebulka się zeszkliła. Wtedy wlałam sok z pomarańczy i resztki marynaty. Całość pogotowałam chwilkę i dolałam śmietankę. Gdy sos zgęstniał, a zgęstniał mi trochę za bardzo, doprawiłam go i jednocześnie nieco rozrzedziłam sosem sojowym. Po zdjęciu patelni z ognia dodałam odrobinkę masła żeby sos nabrał połysku.

Kawałki kurczaka podałam polane sosem, z dodatkiem ryżu.

czwartek, 24 listopada 2011

Pączki z serka homogenizowanego - prosiaczki

Prosiaczki taplają się same, przekręcając z boczku na boczek, ale nie w błotku jesiennym tylko w tłuszczu, na którym się smażą. A potem, rumiane, pokrywają się różowym rumieńcem i pysznie smakują wszystkim łakomczuszkom.


składniki:

  • PĄCZUSZKI - 2 serki homogenizowane waniliowe 200 g
  • 3 jajka
  • ok. 1,5 szkl. mąki pszennej luksusowej
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli

  • KREM - 1 szkl. mleka
  • 1 torebka budyniu śmietankowego bez cukru
  • 3 łyżki wiórków kokosowych
  • 3 łyżki cukru kryształu
  • 1 - 2 łyżki cukru pudru
  • 100 g masła
  • 2 łyżki rumu

  • LUKIER - 3/4 szklanki cukru pudru
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 1 - 2 łyżki rumu albo spirytusu
  • 2 - 3 łyżki syropu malinowego

sposób przygotowania:
PĄCZUSZKI - do miski wbiłam jajka, dodałam serki homogenizowane, przesianą mąkę, sól i proszek do pieczenia. Zmiksowałam tylko tyle aby składniki połączyły się w gładką masę. W rondlu rozgrzałam smalec olej. Łyżką zamoczoną w gorącym tłuszczu nabierałam porcje ciasta (nie za duże - łyżka z niedużym czubkiem) i kładłam na tłuszcz. Nie powinny opadać na dno tylko od razu pływać a tłuszcz powinien skwierczeć dookoła. Smażyłam aż porządnie się zrumieniły. Wkładałam po kilka na raz, ale muszą mieć luźno żeby mogły się swobodnie obracać - robią to same w miarę usmażenia z każdej strony. Jeśli nie chcą to możemy im pomóc łyżeczką. Tłuszcz nie może być zbyt gorący bo "pączuszki" spalą się z wierzchu a w środku zostaną surowe. Usmażone wyjmowałam łyżką cedzakową na ręcznik papierowy aby osączyć z nadmiaru tłuszczu. Odstawiłam do ostygnięcia.

KREM - wiórki zalałam 0,5 szkl. mleka, zagotowałam dodając cukier kryształ. W reszcie mleka rozprowadziłam proszek budyniowy, wlałam do wrzącego płynu, gotowałam energicznie mieszając 2 - 3 min. Odstawiłam pod szczelnym przykryciem do całkowitego wystudzenia. Miękkie masło utarłam z cukrem pudrem aż zbielało, dodawałam po łyżce zimnego budyniu, zmiksowałam na gładką masę. Na koniec dodałam rum, dokładnie wymieszałam.

LUKIER - cukier puder utarłam na gładką masę z sokiem cytrynowym i syropem malinowym, na koniec dodałam rum. Jeśli lukier jest zbyt rzadki można dosypać troszkę cukru, jeśli zbyt gęsty - dolać odrobinę rumu.

Zimne pączuszki przekrawałam m/w na pół ostrym nożem z piłką. Na jedną połówkę nakładałam czubatą łyżeczkę kremu, przykrywałam drugą połówką lekko dociskając. Wierzch polałam lukrem.

środa, 23 listopada 2011

Ziemniaki zapiekane z serem

Widziałam takie ziemniaki kiedyś w programie Nigelli. To proste danie więc nie notowałam przepisu i teraz pewnie zastosowałam nieco inne proporcje, ale to nie ma aż takiego znaczenia czy np. sera będzie kilka deko w jedną czy drugą stronę. Zróbcie sobie takie w domu bo są na prawdę pyszne.


składniki:

  • 10 średniej wielkości ziemniaków
  • ok. 250 - 300 g sera żółtego
  • 4 - 6 łyżek ketchupu, łagodny albo ostry
  • 2 łyżki sosu sojowego jasnego
  • do smaku: pieprz mielony, papryka słodka mielona




sposób przygotowania: Ziemniaki wyszorowałam pod bieżącą wodą – wybrałam bulwy m/w równej wielkości. Zalałam je w garnku zimną wodą tak żeby były przykryte i ugotowałam – trwało to ok. 20 min.. Następnie odcedziłam i zostawiłam żeby przestygły. Każdego ziemniaka przekroiłam poziomo na pół i przy pomocy łyżeczki wybrałam miąższ ze skórki – nie musi być bardzo dokładnie, ale trzeba uważać żeby łupinki nie popękały a są cienkie! Wydrążony miąższ przełożyłam do miski i rozgniotłam widelcem. Dodałam sos sojowy, starty na wiórki ser i ketchup oraz trochę papryki i pieprzu do smaku, wymieszałam. W każdą łupinkę nałożyłam czubato masy ziemniaczano – serowej i ułożyłam ziemniaki na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Blachę wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 200st.C i piekłam ok. 30 min.. Podałam gorące, pycha!

Ketchupu użyjcie takiego jaki lubicie - łagodnego albo ostrego, ale ostrym doprawiajcie ostrożnie!

Sałatka śledziowa z jajem

Śledzik nieczęsto u mnie gości, ale od czasu do czasu lubię wrzucić go do menu. W sałatkach smakuje mi bardzo i fajnie się komponuje z różnymi składnikami.


składniki:

  • 2 śledzie marynowane w zalewie octowej
  • 1 cebula czerwona
  • 1/2 strąka czerwonej papryki- surowej albo marynowanej
  • 1/2 jabłka deserowego o czerwonej skórce
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • do smaku: sól, pieprz ziołowy, papryka czerwona mielona
  • 1/2 małego opakowania serka naturalnego homo czy kanapkowego, albo ew. 4 łyżki majonezu
  • 4 łyżki śmietany
  • po kilka gałązek natki pietruszki i koperku
  •  
  • do przybrania: jajka na twardo
  • sałata
  • zielenina

sposób przygotowania:
Śledzie obrałam ze skóry i osuszyłam na ręczniku papierowym. Pokroiłam w kostkę. Dodałam pokrojoną w kostkę paprykę i posiekaną zieleniną. Cebulę pokroiłam w drobną kosteczkę, tak samo jabłko razem ze skórką, skropiłam je sokiem z cytryny, wymieszałam i po chwili dodałam do sałatki. Serek (ew. majonez) wymieszałam ze śmietaną, doprawiłam solą, pieprzem i papryką, wlałam do sałatki i wymieszałam.
Jajka obrałam ze skorupek i przekroiłam na połówki takim nożykiem z ostrzem w kształcie litery V.
Miseczkę wyłożyłam folią spożywczą, przełożyłam sałatkę lekko ją ugniatając. Na talerzu położyłam liście sałaty. Sałatkę wyłożyłam przykładając miskę do talerza, odwracając ją do góry dnem - folia przytrzyma ją i bez problemu zdejmiemy miskę a potem usuniemy folię. Dookoła ułożyłam połówki jajek każde oprószając mielona papryką. Jeszcze kilka listków zieleniny i gotowe.

wtorek, 22 listopada 2011

Galaretki winno-mięsno-buraczkowe z chrzanową nutką

Gotowałam rosół na udźcu z indyka. Po zrobieniu zupy zostało mi go niedużo a był jeszcze też kawałek mięsa . . . Przyszło mi do głowy takie oto połączenie, które całkiem ładnie się zaprezentowało a smak przerósł moje oczekiwania - takie zimne nóżki w zupełnie innym wydaniu.


składniki:

  • GALARETA czerwona - 1,5 szkl. mocnego rosołu na włoszczyźnie i udźcu z indyka
  • 1/2 szkl. wina Kagor, deserowe mołdawskie 
  • kawałek gotowanego w rosole udźca indyka, bez skóry i kości
  • 4 łyżki koncentratu barszczu czerwonego w płynie
  • 1 nieduży upieczony buraczek ćwikłowy
  • 1/2 pęczka koperku
  • 3 łyżeczki żelatyny w proszku

  • GALARETKA biała - 100 g serka mascarpone
  • 80 ml słodkiej, rzadkiej śmietanki, użyłam 12%
  • 2 czubate łyżeczki tartego chrzanu, użyłam gotowego ze słoiczka
  • 1 łyżeczka żelatyny + 1/4 szkl. wody

  • SOS - 4 łyżki serka mascarpone
  • 2 łyżki śmietanki j.w.
  • trochę świeżego koperku

  • do smaku: sól, pieprz mielony


sposób przygotowania: GALARETKA biała - marcarpone połączyłam ze śmietanką i chrzanem, doprawiłam do smaku odrobiną soli i cukru. Żelatynę rozpuściłam w gorącej wodzie i energicznie mieszając dolałam ją do masy. Porcje nałożyłam do foremek (można użyć miseczek, kubeczków albo foremek od babeczek) do ok. 1/3 wysokości. Odstawiłam do lodówki żeby całkiem zastygło.

GALARETKA czerwona - rosół był z poprzedniego dnia i stał w lodówce więc tłuszcz zastygł na powierzchni i mogłam go dokładnie zebrać co zrobiłam. Następnie zagotowałam go dodając sporo mielonego pieprzu a po zdjęciu z ognia wsypałam żelatynę i mieszałam aż zupełnie się rozpuściła. Mięso gotowane z indyka i obranego buraczka pokroiłam na małe kawałki, wrzuciłam do wystudzonego wywaru. Dodałam też wino, koncentrat i doprawiłam całość do smaku pieprzem - wino nadało odrobiny słodyczy i leciutkiego kwaskowatego posmaku a rosół był solony więc soli już nie dosypywałam, ale trzeba spróbować i doprawić samemu pamiętając, że po zastygnięciu i schłodzeniu smaku stają się nieco mniej intensywne.

Gdy galareta zaczęła gęstnieć nałożyłam ją do foremek z galaretką białą. Ponownie odstawiłam do lodówki.
Dobrze schłodzone, najlepiej przez przynajmniej kilka godzin, galaretki wyjęłam z foremek na półmisek - ja ogrzewam sód przez kilka sekund nad parą z gotującej się w garnku wody. Ponieważ moje foremki są takie, że po wyjęciu i odwróceniu galaretek na wierzchu jest wgłębienie to aż prosiło się coś tam nałożyć. Nałożyłam więc po troszku sosu z serka, śmietanki i koperku - dla smaku oraz koloru. Przybrałam świeżym koperkiem i cytryną.


Ja robiłam te "nóżki" w dużej silikonowej formie na babeczki  i to nie był najlepszy pomysł bo potem bardzo niewygodnie jest z czegoś takiego wyjąć poszczególne galaretki tak żeby ich nie uszkodzić. Lepiej nalewać je do małych, pojedynczych foremek albo jednej dużej a potem pokroić na porcje.


Rolada z indyka

Już kiedyś pisałam, że pieczona pierś z indyka jakoś mi nie pasuje - zdecydowanie wolę mięso z udźca ptaszyska. Jest bardziej wyraziste w smaku i świetnie nadaje się do różnych potraw.


składniki:
  • 2 filety z udźca indyka, bez skóry, razem jakieś 1,20 kg

  • MARYNATA: 6 łyżek oliwy
  • sok i skórka z połowy cytryny
  • 4 łyżki sosu sojowego
  • 1 ząbek czosnku

  • FARSZ - 1 duży filet z piersi kurczaka
  • 80 ml śmietanki kremówki
  • 125 g mozarelli 
  • kilka suszonych pomidorów z oliwy ziołowej
  • 2 łyżki tartej bułki
  • 1 ząbek czosnku
  • 1/2 pęczka koperku
  • 1/2 strączka papryczki chili
  • duża garść liści bazylii

  • do smaku: sól morska prowansalska, pieprz kolorowy mielony



sposób przygotowania: Filety z udźca indyka opłukałam i dobrze osuszyłam. Rozłożyłam na płasko, lekko rozklepałam tłuczkiem - części grubsze można przeciąć poziomo o rozłożyć tak żeby otrzymać płat mięsa. Nie martwcie się ew. dziurkami bo gdy mięso i farsz się zetną to będą właściwie niewidoczne.

MARYNATA - czosnek roztarłam z odrobiną soli, dodałam do oliwy. Dolałam sos sojowy, sok z cytryny i otartą skórkę, wymieszałam. Posmarowałam marynatą płaty mięsa z obu stron i odłożyłam do lodówki na kilka godzin.

FARSZ - filet z kurczaka pokroiłam na mniejsze kawałki, wrzuciłam do malaksera razem z bułką tartą, śmietaną i czosnkiem, zmiksowałam na gładką masę. Dodałam zieleninę i posiekane chili, jeszcze chwilę miksowałam, ale tak żeby kawałeczki ziół były widoczne. Przełożyłam masę do miski, dodałam pokrojoną w drobną kostkę mozarellę, posiekane pomidory suszone i doprawiłam do smaku solą prowansalską oraz pieprzem.

Filety wyjęłam, ułożyłam na dużym arkuszu folii aluminiowej tak żeby zachodziły na siebie tworząc jedną dużą powierzchnię. Wzdłuż jednego dłuższego boku nałożyłam farsz i pomagając sobie folią zwinęłam delikatnie całość w roladę. Boki dokładnie zacisnęłam. Tak przygotowaną paczuszkę ułożyłam na blasze i wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 180 st. C na godzinę. Po tym czasie bardzo delikatnie rozcięłam/rozerwałam folię z wierzchu żeby rolada lekko się przyrumieniła i zostawiłam ją w piecu jeszcze na jakieś 20 min.. Po wyjęciu z pieca a przed podaniem trzeba koniecznie odczekać jakieś 20 - 30 minut żeby całość odrobinę stężała i soki równomiernie się rozeszły.

Kroiłam w grube plastry, podałam ze świeżą sałatą.

Mięsne rolowanie - konkurs!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...