wpisz czego szukasz

Wpisz czego szukasz

Ładowanie...

sobota, 7 stycznia 2012

Warszaty kulinarne z Kamisem

Niedawno otrzymałam nagrodę w konkursie organizowanym przez Kamis.

Tematem konkursu było opisanie jakiejś swojej przygody kulinarnej. Moja opowieść pewnie nieźle kogoś rozśmieszyła - pomyślał sobie, że straszna ze mnie sierota i stąd zaproszenie na warsztaty, które odbyły się przedwczoraj w siedzibie Akademii Kulinarnej Kurta Schellera w Warszawie.

Zajęcia prowadził szef kuchni Maciej Wawryniuk. Tematem była kolacja dla dwojga i w zajęciach wzięli udział zwycięzcy z tego samego konkursu, w którym i ja startowałam oraz konkursu z portalu Polskagotuje.pl dotyczącego właśnie przygotowania dania na romantyczną kolację.


                   tak wyglądały moje i Piotra dania- podobno bardzo się podobało podanie





Pracowaliśmy w zespołach dwu osobowych - ja gotowałam razem z nowo poznanym kolegą, Piotrem. Mieliśmy do przygotowania trzy dania o bardzo wdzięcznych tytułach :
1) Podwójna rozkosz - czyli zupa krem w dwóch kolorach
2) Szafranowe fetuccine z przegrzebkami i szparagami
3) Sola i łosoś w miłosnym uścisku podana na rukoli z purre z ananasa

Część zespołów przygotowywała to co my a niektórzy inne dania :
1) Polędwica wołowa w czerwonym winie pieczona w cieście francuskim
2) Krewetki z sosem z pomarańczy aromatyzowanym anyżem
3) Świeże owoce w filo z zabaglione

Przyznacie, że wszystko brzmi pysznie i tak też było - dania dość wykwintne, wcale nie takie łatwe do przygotowania jakby się mogło wydawać, ale świetnie sobie poradziliśmy. Zabawa polegała także na tym aby wszystko ładnie podać zgodnie z tematem czyli nieco z myślą o zbliżających się Walentynkach.

Przyznam, że przegrzebki jadłam pierwszy raz w życiu i całkiem mi smakowały. Danie rybne zaskoczyło mnie połączeniem z ananasem, ale bardzo pozytywnie. Wszystkie aromatyczne przyprawy dostarczył oczywiście Kamis więc były najlepszej jakości. 

Atmosfera bardzo miła, świetna zabawa w doborowym gronie, ale i dużo nauki - próbowania nowych smaków i poznawanie nowych, niecodziennych połączeń więc wieczór zaliczam do bardzo udanych. Zdjęć zrobiłam tylko kilka bo zwyczajnie nie było na to czasu w ferworze walki przy garach.
 
                                                       

na zdjęciu obok: po lewej luna19; po prawej rosik93



Po pysznej kolacji, na pożegnanie, każdy z uczestników dostał jeszcze upominek przydatny podczas dalszych eksperymentów w kuchni.




Gdyby ktoś chciał się pośmiać ze mnie i mojej młodzieńczej nieudolności to proszę bardzo :D 
Niżej opowieść jaką wysłałam na konkurs - opis zdarzenia sprzed wielu,, wielu lat.

"Będąc dzieckiem a potem młodą panienką nie garnęłam się do gotowania a nawet niechętnie pomagałam Mamie w przygotowaniach związanych z jedzeniem. Zawsze miałam dużo lekcji do odrobienia albo innych zajęć. Mama też nie wołała mnie za często do pomocy bo mówiła, że pętam jej się pod nogami i więcej przeszkadzam niż pomagam. Moje ew. zajęcia w tym temacie ograniczały się zwykle do pobiegnięcia w ostatniej chwili po jakiś brakujący produkt albo krojenia sałatki jarzynowej - mało skomplikowane więc dawałam radę.


Kilka lat później dość szybko wyfrunęłam z rodzinnego domu i musiałam zacząć radzić sobie sama, także sama ugotować. Nie było tak jak dziś telefonów komórkowych żeby zadzwonić szybko po poradę do Mamy więc najwięcej uczyłam się na własnych błędach. A któregoś dnia zachciało mi się usmażyć kotlety mielone. Na szczęście w sklepie mięsnym zmielono mi żądany kawałek mięsa i z zakupami powędrowałam do domu, uśmiechając się sama do siebie po drodze bo już ślinka mi ciekła na myśl o ulubionych mieleńcach. Coś mi się kołatało po łepetynie, że Mama zawsze myła dokładnie mięso przed przygotowywaniem dania - nie wiedziałam jaka ma być woda, ale przecież wszyscy wiedzą, że lepiej myć się w ciepłej bo lepiej brud schodzi więc wyjęłam swoje mielone i trzymając zbitą masę w jednej ręce drugą odkręciłam kran z gorącą wodą. Jakież było moje zdziwienie gdy grudki mięsa zaczęły bardzo żwawo odpływać i przeciekać przez palce, i zanim się ocknęłam w rękach nie pozostało mi ani kawałeczka mięsa - całe odpłynęło sobie do Wisły.


Z mielonych nic nie wyszło, ale na kuchence stał jeszcze rondelek z dodatkiem czyli klasyczną marchewką z groszkiem - taki bowiem zestaw podawano zawsze w moim domu więc i ja postanowiłam sobie taki zrobić. Marchewkę obrałam, pokroiłam w dużą kostkę, wlałam do niej zawartość puszki groszku konserwowego, dolałam wody i przykrywając garnuszek gotowałam jakieś 30 minut. Gdy po mięsie pozostało już tylko wspomnienie liczyłam chociaż na duszone warzywa, ale ponieważ wrzuciłam do rondla wszystko od razu i wlałam za dużo wody to z groszku niewiele zostało - rozgotował się na papkę, w której pływały kawałki marchewki. I w taki oto sposób z pysznego obiadu pozostała mi jedyne jakaś zupinka marchewkowo - groszkowa i ta musiała mi wystarczyć tamtego dnia. Następnego kupiłam najzwyklejszą, podręczną książkę kucharską i pomału, przez lata, doskonaliłam się w sztuce gotowania. Dziś gotuję nieźle, ale ciągle się uczę i ze śmiechem wspominam te swoje pierwsze kuchenne kroki."

17 komentarzy:

  1. Fajna ta Twoja historia Izo:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie warsztaty to świetna sprawa!
    A historia... Uśmiałam się do łez:) normalnie aż trudno uwierzyć, patrząc na Twoje świetne poczynania w kuchni:)!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Asiek, zaczynałam od zupełnego zera i ciągle się uczę, ale teraz sama się z tej historii śmieję :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Iza, super historia, moja tez była o mielonych ;-) Oj fajne te warsztaty były...

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahaha, fajna historia! Ale wyobraź sobie, że poznałam pewną kobietę, która z pełną świadomością myje mielone..

    OdpowiedzUsuń
  6. gosiuwka, a nie wiesz czy można gdzieś przeczytać zgłoszone albo chociaż nagrodzone prace?

    Magda, mówisz poważnie? w głowie się nie mieści . . . . ale zboczenia są różne :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ha, ha, ha...! :D Dobre, w życiu bym nie pomyślała! ;)
    No, ale ja z kolei znam kogoś, kto sparza mięso mielone (i w ogóle mięso), pdobno z obawy przed pasożytami... :D
    Wolałabym chyba wcale nie jeść mięsa... :P
    Ja z kolei nienawidziłam gotować,bo od dziecka musiałam pomagaś w kuchni, także różnie bywa ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Też mam takie zboczenie. Myje mięso zmielone w sklepie - nie zjem nieumytego (gdybyście widziały mojego sąsiada co pracuje w masarni też byście myły he,he) . Wrzucam je do miski z letnią wodą , a potem na gęste sitko.Nic na to nie poradzę. Dziwią się ludzie ,oj dziwią...ważne ,że mielone smaczne.

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetna historia! Bardzo lubię takie opowieści, więc z wielką ochotą przeczytałam:)
    pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  10. Historia świetna:)
    Dlatego ja zawsze kupuje mięso w kawałku, myję i mielę w domu.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. pyra, i właśnie dlatego nigdy nie kupuję mięsa mielonego tylko w kawałku - te myję w domu i mielę sama, ale płukać mielone? chyba wcale bym go nie jadła....

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziękuje za wspólne gotowanie. Świetnie się bawiłem na tych warsztatach. Myślę że byliśmy dość dodrze zgraną drużyną mino że to było pierwsze nasze wspólne gotowanie;)

    Szkoda tylko tego drugiego miejsca;P

    OdpowiedzUsuń
  13. :) Świetne spotkanie i super gotowanie.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    A mięso mielone płukane? hmmm
    wolę zmielić sama :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Piotrze, mnie także świetnie się z Tobą pracowało :) a nagroda, cóż . . . trochę to niesprawiedliwe, że mimo początkowego remisu ktoś dostał po dwie a my żadnej, ale taka wola fundatora, może kiedyś się odegramy :D

    OdpowiedzUsuń
  15. HAHAHAHa! ;-) rewelacyjna historia! Kto by pomyślał obserwująć bloga i te wspaniałe przepisy! ;-) ja tez mam na koncie kilka śmiesznych historyjek, pewnie jak każdy, kto zaczyna swoja przygodę w gotowaniem ;-)moja babcia mnie zawsze pocieszała, że jak wychodziła za maż, to nić nie umiała ugotować, a potem była nasza rodzinną mistrzynią kulinarna! Pozdrawiam i gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  16. Kochana opowieść bardzo mi się podobała:) super, że brałaś udział w tych warsztatach ...to musi być niezwykłe przeżycie:) pozdrawiam Kochana:)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli spodobał Ci się ten post zostaw pod nim swój komentarz, ale nie dodawaj w nim linku do swojej strony. Polub profil mojego bloga na kanałach społecznościowych - FB, Google+, Instragram, Twitter a także Pinterest. Będzie mi bardzo miło gościć Cię znowu. Jeśli ugotowałeś albo upiekłeś coś z przepisu znalezionego tutaj zrób zdjęcie i pochwal się przysyłając je do mnie na adres izapyzakulinska@gmail.com

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...