wpisz czego szukasz

Wpisz czego szukasz

Ładowanie...

środa, 30 stycznia 2013

Boeuf bourguignon - wołowina po burgundzku

Dzisiaj klasyka kuchni francuskiej czyli pyszna duszona wołowina. Danie pełne dobrze zrównoważonych smaków, które gotowałam wirtualnie z koleżankami Joasią, Kasią i Olą.

Przepis bazowy podany nam przez Kasię pochodzi z książki Beverly Leblanc "Französische Küche" wyd. Parragon Books, ale przestudiowałam sobie także TEN bo książka jest niemiecka a danie francuskie i ja, niedowiarek, chciałam mieć lepszy pogląd na całość. Okazało się, że różnice są niewielkie i oba przepisy dobrze się uzupełniają :) Jak znam życie to każda z nas i tak pewnie odrobinę coś pozmieniała np. niektóre ilości składników czy z któregoś zrezygnowała bo go nie lubi. 

 
Mam nadzieję, że wszystkim ta potrawa smakowała tak samo wspaniale jak mnie - będę do niej wracać na pewno. I już myślę o zaopatrzeniu się w porządny żeliwny garnek bo takiego się jakoś nie dorobiłam - jednak jak widać w szklanym naczyniu żaroodpornym z pokrywą też się dało zrobić coś pysznego.


czas przygotowania : 5 godzin + ew. kilkanaście godzin na przegryzienie
składniki na 4 porcje :
  • ok. 1000 g wołowiny - łopatki bez kości
  • ok. 200 g wędzonego surowego boczku 
  • 2 łyżki oleju słonecznikowego
  • 3 łyżki masła
  • 1 duża marchewka 
  • 1 średnia cebula 
  • 1/2 średniego pora 
  • 3 ząbki czosnku
  • ok. 2 - 2,5 szkl. bulionu wołowego 
  • ok. 1,5 - 2 szkl. czerwonego wytrawnego wina Cotes du Rhone
  • 2 czubate łyżki mąki pszennej 
  • 1 łyżka przecieru pomidorowego
  • 1 bouquet garni  - czyli 2 małe liście laurowe, kilka gałązek świeżego tymianku i kilka gałązek świeżej natki pietruszki a wszystko związane nicią żeby się nie rozpadło
  • kilkanaście całych małych pieczarek - u mnie 20
  • kilkanaście całych malutkich cebulek - miały być perłowe, ale udało mi się dostać tylko malutkie szalotki
  • do smaku - sól morska, pieprz czarny świeżo mielony, odrobina cukru
sposób przygotowania: wołowinę opłukałam i osuszyłam, pokroiłam na duże kawałki - mniej więcej 5x5 cm. Rozłożyłam je na ręczniku papierowym i ręcznikiem przykryłam żeby wchłonęły wilgoć - to ważne bo suche mięso lepiej się zrumieni.

Z boczku odcięłam skórę i pokroiłam go w słupki, tak mniej więcej 0,5x4 cm. Razem ze skórką wrzuciłam do wrzątku i gotowałam ok. 5 minut. Odcedziłam i osuszyłam na ręczniku.

Warzywa oczyściłam. Marchew pokroiłam w niezbyt cienkie plastry, cebulę w piórka, pora w krążki a ząbki czosnku lekko zmiażdżyłam.

W oryginale wszystko smaży się i dusi w żeliwnym garnku, ale takiego nie posiadam więc musiałam poradzić sobie inaczej. W rondlu rozgrzałam po 1 łyżeczce oleju i masła, wrzuciłam pokrojony boczek i smażyłam jakieś 3 minuty aż się dobrze zrumienił. Wyjęłam skwarki łyżką cedzakową na talerz. Pozostały w rondlu tłuszcz jeszcze podgrzałam aż zaczął dymić i partiami smażyłam kawałki mięsa - kładzie się tylko po kilka sztuk żeby leżały luźno i nie stykały się - zrumieniłam je porządnie ze wszystkich stron a te usmażone przekładałam do boczku. Przy smażeniu drugiej części mięsa dodałam taką samą ilość tłuszczu co przed smażeniem boczku. Gdy już całe mięso było obsmażone wrzuciłam je razem ze skwarkami z powrotem do rondla. Oprószyłam 1 łyżką mąki, wymieszałam dokładnie a następnie przesypałam do naszykowanego naczynia żaroodpornego. To wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 230 st. C na kilka minut.

W tym czasie w rondlu rozgrzałam 1 łyżkę oleju i 1 łyżeczkę masła, wrzuciłam warzywa. Smażyłam je mieszając kilka minut aż zaczęły się rumienić. Oprószyłam morską solą i świeżo mielonym pieprzem. Dodałam pozostałą łyżkę mąki, wymieszałam i chwilę jeszcze smażyłam. Jarzyny zalałam wywarem wymieszanym z koncentratem, dodałam wiązkę ziół i skórkę z boczku, zagotowałam. Dolałam trochę więcej jak połowę wina i całość przelałam do naczynia z mięsem. Płyn powinien ledwie zakryć mięso. Naczynie przykryłam pokrywą i zostawiłam w piekarniku na 2,5-3 godziny zmniejszając temperaturę do 160 st. C.

Po tym czasie dobrze by było wyjąć danie z piekarnika i zostawić w spokoju do następnego dnia żeby wszystko dobrze się przegryzło i dokończyć dopiero nazajutrz. Nie jest to konieczne, ale bardzo pożądane i tak też zrobiłam. 

Następnego dnia ponownie rozgrzałam piec i zagrzałam mięso w sosie. Gdy nabierały temperatury oczyściłam malutkie pieczarki. Naszykowałam też cebulki tzn. nacięłam ich piętki na krzyż, wrzuciłam do wrzącej wody na ok. 10 sekund a po odcedzeniu z łatwością obrałam z łupinek. W rondlu rozpuściłam łyżeczkę masła i gdy się rozgrzało dodałam cebulki - usmażyłam je na złoto dodając 2 szczypty cukru a kiedy ten się skarmelizował dolałam kilka łyżek wywaru wołowego - dusiłam aż odparował a cebulki pokryły się glazurą - przełożyłam je na talerz. W rondlu rozgrzałam 2 łyżeczki masła - wrzuciłam całe pieczarki i smażyłam je aż były rumiane.

Pieczarki i cebulki dodałam do garnka z podgrzaną wołowiną i piekłam wszystko razem jeszcze ok. 30 - 45 minut. Podczas długiego pieczenia, mimo pokrywki, część płynu odparowała więc dolałam jeszcze ok. 1/2 szkl. wina. Przed podaniem usunęłam bouquet garni, skórkę, przecedziłam całość przez sito - z powierzchni sosy zebrałam większość tłuszczu a potem podgotowałam go oddzielnie w rondelku żeby jeszcze zredukował - zagęszczony wlałam do mięsa, warzyw i grzybów. Ja lubię gesty sos i tak też radzą zrobić Francuzi - wedle opisu sos powinien być gesty tak żeby oblepiał wypukłą stronę łyżki, zanurzonej w nim i wyjętej.

Boeuf bourguignon  podaje się posypując świeżą pietruszką i z dodatkiem świeżej bagietki, ale znam takiego jednego faceta co swoją porcje zjadł z tłuczonymi ziemniakami i był bardzo zadowolony. 

Można oczywiście pominąć "leżakowanie" dania do następnego dnia i gdy mięso będzie miękkie od razu dodać pieczarki oraz cebulki a po podduszeniu wykończyć potrawę. Jednak tego typu dania jednogarnkowe lubią postać i odpocząć :)


Cały opis brzmi może nieco skomplikowanie, ale wszystko robi się łatwo a potem potrawa piecze się sama więc nie zrażajcie się bo warto przygotować coś naprawdę pysznego. 







 

38 komentarzy:

  1. Uwielbiam! I też muszę zakupić porządny żeliwny garnek - właśnie do takich dań, jak i do pieczenia chleba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. drogie są, ale taki garnek to na wiele lat :)

      Usuń
  2. Izo, dwa razy robiłam boeuf i za każdym razem wyszedł mi "żelazny" w smaku. Wybierałam wino czerwone wytrawne, ale zemściło się to żelazistym posmakiem.
    Przepis druknęłam. Mam zamiar zrobić w żeliwnej formie z pokrywą.
    Doradzisz coś w sprawie wina (bo myślę, że ono, nie mięso) ponosiło winę ;) za tamten smak.
    Reńskie? Jeszce jakieś inne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja na winach zbyt dobrze się nie znam, ale pierwsza rzecz - po otwarciu butelki próbujemy i jeśli nie pasuje nam w smaku to w daniu też będzie niesmaczne. Może też było go po prostu za dużo i przytłumił smak innych rzeczy ? ja wzięłam z półki w sklepie pierwsze Cotes du Rhone jakie rzuciło mi się w oczy bo stało kilka a nie mam pojęcia czym się różniły.... Ostatecznie możesz dodać łagodniejszego wina półwytrawnego, ale to trochę inny klimat będzie ...

      Usuń
  3. wygląda pysznie!
    pozdrawiam i życze kolejnych fantastycznych inspiracji :)))
    Olinka- Smakowy Raj

    OdpowiedzUsuń
  4. Od samego patrzenia ślinka cieknie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w takim razie musisz zrobić takie danie :)

      Usuń
    2. koniecznie :) mąż będzie zachwycony taką porcją mięsiwa w takim wydaniu :)

      Usuń
  5. pyszne było bardzo bardzo :) ślicznie się prezentuje twoja wersja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, wiem już, że Wam też smakowało :) do następnego gotowania :)

      Usuń
  6. Wow, wygląda pięknie. Myśli Pani, że wyjdzie dobre jeśli pominę boczek?
    Pozdrawiam Anita.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anita, on dodaje dymnego posmaku a jeśli wybierzesz chudy, tak jak ja, to danie wcale nie będzie tłuste

      Usuń
  7. Ależ to wygląda świetnie. Muszę koniecznie też to koniecznie zrobić. Dziękuję za przepis.

    OdpowiedzUsuń
  8. Iza, dzięki za zaproszenie:) Dobrze, że miałam swoją to mi język nie ucieknie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu, fajnie jest tak gotować razem - choćby wirtualnie :) mam nadzieję, że Ci się podobało i jeszcze z nami coś upichcisz :)

      Usuń
    2. bardzo się podobało :) mam nadzieję na dalsze gotowanie :)

      Usuń
  9. wygląda świetnie, ślinka cieknie na sam widok, zazdroszczę takiego obiadu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justryna, nie zazdrość tylko ugotuj taki :)

      Usuń
  10. Przepyszne było! :) Dzięki za niezawodną Twą obecność podczas WG! :) Cieszę się, że przepis przypadł do gustu.
    P.S. A ja akurat niczego w przepisie nie zmieniłam i jak dla mnie wyszedł idealny. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, u ja dziękuję :) wiesz, że jestem niepokorna i muszę pokombinować zawsze :)

      Usuń
  11. Poza konsystencją sosu, jak dla mnie to Twój boeuf wyszedł (przynajmniej na fotce) dość podobny do mojego. ;) Ja chciałam spróbować takiego czysto-klasycznego, stąd żadnych zmian w przepisie nie uwzględniłam tym razem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo zmiany były kosmetyczne - oba przepisy są klasyczne, może ten Jacquesa Pépin i Julii Child ma nieco więcej szczegółów. Tam też wyczytałam o zebraniu tłuszczu z sosu i odparowaniu go żeby był gęstszy i tak zrobiłam bo lubimy gęste sosy :) ale wcale tego robić nie trzeba bo sos jest pyszny zanim zgęstnieje a tłuszczu było raptem może z 1,5 łyżki

      Usuń
  12. Szkoda że pani nie mieszka gdzieś bliżej..oj wprosiłabym się na obiadek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anetko, niestety musisz sobie go sama ugotować :)

      Usuń
  13. świetne danie i te zachęcające fotografie:) cud, miód:D!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Antenka, bierz przepis i gotuj w domu bo bardzo smaczne :)

      Usuń
  14. Iza , a to niespodzianka ;-) warto było czekać na Twój przepis . Garnek mam , jutro kupuję potrzebne produkty bi do dzieła !!! Dzięki . Pozdrawiam Ludka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie zawiedziesz się bo to wspaniałe danie :)

      Usuń
  15. Coś oryginalnego widzę. Zapowiada się smakowite popołudnie:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Aż ślinka cieknie:) Takie właśnie zdjęcia są wizytówką wszystkich blogów kulinarnych: zachęcają do jedzenia, nawet jeśli nie lubi się czegoś:)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli spodobał Ci się ten post zostaw pod nim swój komentarz, ale nie dodawaj w nim linku do swojej strony. Polub profil mojego bloga na kanałach społecznościowych - FB, Google+, Instragram, Twitter a także Pinterest. Będzie mi bardzo miło gościć Cię znowu. Jeśli ugotowałeś albo upiekłeś coś z przepisu znalezionego tutaj zrób zdjęcie i pochwal się przysyłając je do mnie na adres izapyzakulinska@gmail.com

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...