Kiszone rydze to smak, którego prawie nie pamiętam. Jadłam je wiele lat temu i później nie miałam już okazji. Po prostu nie spotkałam mleczaja rydza w takiej ilości żeby zakisić je choćby w niedużym słoiku. Tradycyjnie kisi się je w beczkach albo kamionkowych, dużych garnkach, ale o tym to już w ogóle mogłam zapomnieć bo u mnie takich ilości tych grzybów nigdy nie spotkałam.
Spróbuj makaronu z rydzami - to pyszne danie!
W tym roku na Podlasiu rydze pojawiły się może niezbyt masowo, ale i tak było ich więcej niż poprzednich latach. Udało mi się nazbierać ich tyle żeby część ukisić, a resztę zamarynować i usmażyć. Za kiszonymi tęskniłam i cieszę się, że znowu będę mogła je jeść. Najgorsze jest to czekanie aż się zakiszą!
Rydze kisi się inaczej niż
kurki, które kisiłam w solance. Do kiszenia można wykorzystać rydze większe, nawet te, które się połamią podczas zbierania czy czyszczenia. Małe odłóżmy do marynaty, a większe warto zakisić. Kisi się zwykle same kapelusze, ale trzonki też się nadają. Trzeba je jednak najpierw przyciąć i pokroić w plasterki żeby później łatwiej układało się je w naczyniu.