Murzin to wypiek pochodzący z z rejonów województwa śląskiego, konkretnie okolic Śląska Cieszyńskiego. Pieczono go na Wielkanoc. Formę miał podłużną albo okrągłą a wielkość bywała różna - dla całej rodziny pieczono większe murziny, dla dzieci małe bocheneczki. Skórka takiego chleba powinna być dobrze wypieczona a w środku kawałki wędlin winny być zatopione się w cieście i to chyba nie bardzo mi się udało uzyskać.
Nazwa murzin wywodzi się od koloru chleba - kiedyś pieczono go z ciemnej, grubej mąki a do tego był wypiekany w piecach opalanych drewnem - podczas dokładania opału popiół osiadał na cieście i nadawał mu z wierzchu bardzo ciemnego koloru. Ta potrawa jest też spotykana w innych regionach, ale pod inną nazwą - na Podbeskidziu nazywa się "murzyn",w opolskim "szołder", w okolicach Katowic "szczoder" albo "soder" co związane jest z regionalną nazwą "szołdra" czyli szynka.
Te wszystkie informacje wyczytałam na stronie
Ministerstwa Rolnictwa, ale wcześniej wypatrzyłam murzina na
blogu Grażyny i postanowiłam zrobić go sobie w domu.